home kontakt o stronie nowości strony mapa strony
ReDragon  › › › Wszystko o Rosji  › › › Wiadomości  › › ›
Wiadomości

Wizy do Rosji i na Bialorus czyli po europejsku z sasiadami ze Wschodu

Chociaz sytuacja na polskiej granicy wschodniej bardzo sie zmienila od 1989 r., to jej przekraczanie wciaz wiaze sie z pewnym dreszczykiem emocji i dodatkowymi kosztami w postaci lapowki. Wizy do Rosji i Na Bialorus, ktore stana sie koniecznoscia od 1 pazdziernika sprawia, ze emocji tych przybedzie.

Do wszystkiego mozna sie przyzwyczaic. Takze do tego, ze wyjezdzajac do rosyjskiego obwodu kaliningradzkiego, na Bialorus czy na Ukraine granicy nie pokonuje sie tak plynnie jak przy podrozy do Niemiec, na Slowacje czy do Czech. Nie wystarczy pokazac paszportu, ubezpieczenia na samochod, czasem dowodu rejestracyjnego i jechac dalej, ale trzeba wiedziec, w jakiej kolejce stanac, jaki kwitek wypelnic, gdzie uiscic odpowiednia oplate i w jakiej walucie.

Nawet jezeli sie o to wie, to mozna zostac niemile zaskoczonym przez pogranicznika lub celnika kazdego z naszych sasiadow wschodnich, ktorzy powiedza, ze wlasnie w ich kraju zmienily sie jakies przepisy i musimy dopelnic jeszcze jednej formalnosci, bez ktorej nie przekroczymy granicy, np. wykupic ubezpieczenie zdrowotne albo drogowe, wypelnic specjalna karte migracyjna albo uiscic oplate ekologiczna (szczegolowo piszemy o tym oddzielnie dla kazdego z krajow).

Podwojna kontrola

Po stronie polskiej wszystko jest mniej wiecej jasne. Wystarczy miec wazny paszport, od 1 pazdziernika wize (na Ukraine Polacy nie musza miec wiz), w przypadku podrozy samochodem - dokumenty na auto (dowod rejestracyjny i ubezpieczenie) i mozna jechac na wschod. Problemy moga sie jednak zaczac po przekroczeniu szlabanu i bialo-czerwonego slupa granicznego z napisem Rzeczpospolita Polska. Po drugiej stronie czeka nas bowiem druga kontrola i to zarowno przy wjezdzie do Rosji, jak na Bialorus i Ukraine.

Mimo kilkuletnich staran nie udalo sie namowic naszych sasiadow wschodnich na wspolne z polskimi sluzbami kontrole graniczne i celne, ktore wprowadzono na polskiej granicy z Niemcami jeszcze na poczatku lat 90., i ktore z powodzeniem funkcjonuja takze na granicy z Czechami i Slowacja.

Pierwsza konsekwencja oddzielnych kontroli to strata czasu. Wspolne sprawdzanie paszportow i bagazu trwaloby dwa razy krocej. Druga jest taka, ze czasem procedura za Bugiem rozni sie od naszej, i to znacznie. Poniewaz formalnie jestesmy juz poza Polska, to nie ma sie kogo zapytac, czy przypadkiem nie jestesmy robieni w konia, poradzic, a w razie czego poskarzyc.

Kruczki w lape

Bialoruscy, rosyjscy i ukrainscy pogranicznicy - nie zawsze, ale czesto - sa mniej cierpliwi od polskich i z trudem miesci im sie w glowie, ze ktos moze przekraczac granice wschodnia po raz pierwszy i nie znac wszystkich procedur. Trudno uzyskac od nich wyjasnienie, czy wszystkie ich wymagania to efekt skrupulatnego przestrzegania prawa w danym kraju czy raczej zarzadzen lokalnych szefow, ktore sa ich radosna tworczoscia dla utrudnienia zycia przekraczajacym granice.

Dlaczego tak sadze? Czesto okazuje sie, ze drobne kruczki biurokratyczne mozna ominac, wkladajac odpowiedni banknot do paszportu. Slabo oplacani urzednicy z Rosji, Bialorusi i Ukrainy, pietrzac trudnosci, dorabiaja sobie do pensji. Kiedys ukrainski zolnierz na przejsciu w Krakowcu powiedzial mi wprost, ze nie musze uiszczac oplaty ekologicznej, jezeli jemu dam dolara, a w nastepnym okienku piec. Z kolei Bialorusin w Brzesciu kwestionowal oryginalnosc jakiejs pieczatki w paszporcie, ale za 10 dol. byl gotow przymknac na to oko.

Na granicy z Rosja jest nierozwiazany od kilku lat problem tzw. placow gromadzenia, czyli parkingow, na ktorych powinny czekac samochody przed wyjazdem z obwodu kaliningradzkiego. Czasem mozna na nich spedzic dziesiec godzin, albo i dluzej, ale za lapowke mozna tak latwo przejechac bez kolejki. Powstaje zatem wrazenie, iz place gromadzenia stworzono wylacznie po to, by z przekraczajacych granice pobierac jeszcze jeden haracz.

Polacy rozkladaja rece

W przypadku wyjazdow z Polski samochodem lub autobusem po drugiej stronie granicy prawie zawsze trzeba z nich wychodzic i pokazywac paszport i bagaze w specjalnej sali odpraw, ktora przypomina nieco stanowisko do kontroli na lotnisku, tylko jest znacznie mniej komfortowa. Zazwyczaj odprawe prowadzi w niej jedna osoba. Jezeli jedziemy autobusem z kilkudziesiecioma pasazerami, a przed nami ustawi sie jeszcze jeden autobus i nie daj Boze akurat konczy sie zmiana, to na granicy mozna ugrzeznac na kilka godzic. Zupelnie naturalnie do glowy przychodza wtedy pytania, dlaczego na granicy zachodniej i poludniowej mozna bylo rozwiazac ten problem (wspolne kontrole), a na wschodniej nie. Nasi pogranicznicy rozkladaja rece, twierdzac, ze oni sa jak najbardziej za, ale odpowiednie wladze w Moskwie, Minsku i Kijowie wcale sie do tego nie pala. W ramach eksperymentu prowadzi sie wspolne odprawy na malenkim polsko-ukrainskim przejsciu w Zosinie, ktore sa tam przeprowadzane bardzo sprawnie, ale dlaczego tylko tam? W pociagu jest latwiej. Kontrola co prawda tez jest podwojna, ale przynajmniej nie trzeba wychodzic z wagonow.

Polskie przejscia graniczne mniej wiecej sa standardowe. Toaleta, daszek, pod ktorym sie mozna schowac przed deszczem, jezeli celnicy kaza jednak wyjsc z samochodu, to minimum, na ktore mozna liczyc. Po wschodniej stronie bywa z tym roznie. Na przejsciu granicznym Bagrationnowsk - Bezledy (obwod kaliningradzki) po stronie rosyjskiej nie ma jeszcze asfaltowej drogi. Po deszczu trzeba sie liczyc z tym, ze po wyjsciu z autobusu do kontroli brodzi sie po kostki w blocie.

Wodka, benzyna i papierosy

Wszystkie przejscia graniczne na wschodzie uzywane do ruchu lokalnego sluza przede wszystkim okolicznym mieszkancom do przewozu wodki, benzyny i papierosow, ktore sa wciaz znacznie tansze u naszych sasiadow niz w Polsce. Niektorzy przewoza ilosci legalne, inni probuja przemycac, ale jedni i drudzy strasznie zapychaja granice. Wiele razy widzialem powaznych biznesmenow, ktorzy chcieli szybko wjechac albo wyjechac samochodem z Rosji, Bialorusi lub Ukrainy, ale musieli czekac w dlugiej kolejce razem z tymi, ktorzy codziennie wyprawiaja sie za granice po wodke, benzyne i papierosy. Wprowadzenie wiz mialo nieco utrudnic ten proces (traci na nim budzet) i udroznic granice. Teraz wiadomo, ze raczej na krotko, bo mieszkancy regionow przygranicznych - np. sasiadujacych z obwodem kaliningradzkim - dostana wizy za darmo. Kiedy je sobie wyrobia, drobny handel i przemyt beda znowu kwitly w najlepsze. Zwolennicy bezplatnych wiz mowia, ze w regionach z wysokim bezrobociem handel przygraniczny to dla wielu osob jedyne zrodlo dochodow i byloby rzecza niehumanitarna utrudniac im przekraczanie granicy. Moze jednak warto wprowadzic na niektorych przejsciach granicznych na wschodzie zielone korytarze - jak na lotniskach - dla tych, ktorzy nie przewoza nic ponad norme. Na czesci przejsc takie pasy sa nawet juz zaznaczone, ale w praktyce nie funkcjonuja.

Z grzecznoscia lepiej

Jednym z glownych problemow naszej granicy wschodniej w latach 90. byl stosunek polskich urzednikow do przekraczajacych granice obywateli panstw b. ZSRR. Wielu z nich przewozi alkohol, papierosy, pirackie plyty CD albo inne towary na handel. Niektorzy jada nielegalnie pracowac w Polsce, z czego doskonale zdaja sobie sprawe nasze sluzby graniczne. Czesc ich pracownikow wykorzystuje to do wyzywania sie na przekraczajacych granice. Wiele razy bylem swiadkiem sytuacji - zwlaszcza na przejsciach drogowych - gdy ten sam celnik lub pogranicznik do Polakow zwracal sie uprzejmie na pan, zas do wszystkich innych na ty, nie kryjac przy tym dla nich pogardy. Nic dziwnego, ze od wielu Ukraincow, Bialorusinow czy Rosjan mozna uslyszec, ze sa traktowani na granicy z Polska jak bydlo. Po drugiej stronie granicy Polacy nie sa traktowani duzo lepiej, ale to w koncu Polska bedzie od przyszlego roku wschodnim przyczolkiem Unii Europejskiej, co zobowiazuje do przestrzegania pewnych standardow.

Z badan opublikowanych w czerwcu przez Fundacje Batorego i Helsinska Fundacje Praw Czlowieka wynika, ze tylko 8 proc. przekraczajacych nasza granice wschodnia skarzy sie na "zly, brutalny, chamski" stosunek sluzb granicznych (56 proc. twierdzi, ze kontrola jest "dobra, grzeczna, wzorowa" a 36 proc., ze "normalna, oficjalna, obojetna"). Gdy jednak to samo pytanie zadano wylacznie przekraczajacym granice obywatelom b. ZSRR, to na zle traktowanie poskarzyla sie az jedna piata z nich. Dzieki rozmaitym szkoleniom, presji prasy, przywiazywaniu coraz wiekszej uwagi przez szefow sluzb granicznych do zachowania swoich podwladnych z roku na rok sytuacja poprawia sie, ale wciaz jest daleka od idealu.

Polscy politycy zapewniaja od lat, ze po wprowadzeniu wiz na naszej granicy wschodniej nie powstanie nowa kurtyna, chocby nawet z aksamitu. To szczytne slowa. Prawda jest jednak taka, ze na granice administracyjna z Rosja, Bialorusia i Ukraina naklada sie dzis widoczna golym okiem granica cywilizacyjna (poziom zycia i infrastruktury) i kulturowa (inne rozumienie roli panstwa i mechanizmow demokratycznych). To, czy przepasc miedzy poszerzona UE a jej nowymi sasiadami na wschodzie bedzie poglebiac sie, czy zmniejszac - zalezy nie tylko od Brukseli czy Warszawy, ale w jeszcze wiekszym stopniu od Moskwy, Kijowa i Minska. Na razie wyjazd z Polski na Wschod wciaz wiaze sie z odrobina egzotyki, zwlaszcza dla tych, ktorzy nieczesto przekraczaja granice. Chcialoby sie, zeby za kilka lat nasza granica wschodnia niczym nie roznila sie od tej na poludniu i na zachodzie.

/ 2003-09-24 / źródło: www.gazeta.pl, Marcin Wojciechowski
home kontakt o stronie nowości strony mapa strony
Rambler's Top100