Ludzie, ktorzy rwali sie do wladzy w 1993 r. byli calkowicie nieodpowiedzialni. Wiceprezydent Aleksander Ruckoj probowal wydac rozkaz zbombardowania Kremla, gdzie rezydowal Jelcyn. Potem wezwal na pomoc faszystowskie bojowki Barkaszowa. Czy takiemu czlowiekowi mozna bylo dac wladze w panstwie z bronia jadrowa? - mowi Waleria Nowodworska*
Marcin Wojciechowski: Tuz po "rozstrzelaniu parlamentu" w pazdzierniku 1993 r. i przez nastepne lata obowiazywala wersja, ze to mloda demokracja bronila sie przeciwko restauracji starego porzadku. Teraz coraz wiecej osob podwaza argumenty Borysa Jelcyna. Slychac glosy broniace puczystow. Co sie zmienilo?
Waleria Nowodworska: Juz w 1993 r. narod byl podzielony mniej wiecej po polowie. Wydarzenia przed Bialym Domem byly zakonczeniem rosyjskiej wojny domowej zamrozonej w 1920 r., ktora po ponad 70. latach wydala z siebie ostatni spazm. Byc moze Jelcyna popierala wowczas mniejszosc Rosjan, ale byla ona bardziej aktywna. Wiekszosci zabraklo mestwa, zeby pojsc pod Bialy Dom, niektorym zabraklo pieniedzy i czasu, zeby dojechac do Moskwy. Nasza mniejszosc okazala sie bardziej dzielna od ich wiekszosci i dlatego w rezultacie wygrala.
O co toczyl sie spor?
- Rosja byla i jest krajem bardzo lewicowym. Wynika to z historii - panszczyzny, wiernopoddanczych stosunkow miedzy carem a szlachta, wielowiekowym godzeniem sie na faktyczne niewolnictwo. Jelcyn nie byl wielkim demokrata, ale kims w rodzaju rosyjskiego Napoleona. Obalil stary rezim i zaproponowal nowy wariant. W odroznieniu od Napoleona Jelcyn byl jednak gotow przyznac wszystkim dosc duze prawa, co nie znaczy, ze byl gotow sluchac demokratycznych doradcow, jakie ma tworzyc panstwo. Znaczna czesc inteligencji demokratycznej oczekiwala, ze Jelcyn stanie sie po 1993 r. naszym Franco albo Pinochetem, tylko w bardziej demokratycznym wariancie. Okazalo sie jednak, ze zabraklo mu konsekwencji. Do dzis sadze, ze Rosje mozna bylo przestawic na demokratyczny, europejski i kapitalistyczny sposob rozwoju tylko sila. Jelcyn nie wykorzystal w pelni tej szansy. Po 1993 r. nalezalo zabronic prowadzenia dzialalnosci komunistycznej i faszystowskiej i jak najbardziej konsekwentnie prowadzic reformy.
Ale komunisci i patrioci mieli zdecydowana wiekszosc w parlamencie rozstrzelanym przez Jelcyna. Zdobyli tez sporo miejsc w pierwszych wyborach do Dumy rozpisanych w grudniu 1993 r. Wydawalo sie im, ze maja mandat.
- Problem polega na tym, ze parlament zamiast pomagac wladzy w przyjmowaniu ustaw w okresie transformacji, probowal tworzyc wlasna polityke, byl przeszkoda dla reform. Podobna sytuacja miala zreszta miejsce w czasie rzadow premiera Stolypina, ktory probowal reformowac kraj przed rewolucja. Wtedy Duma tez dyskutowala i krytykowala, zamiast popierac jego dzialania. W koncu ja tez trzeba bylo rozpedzic.
Kulminacja konfliktu miedzy parlamentem i prezydentem w 1993 r. byla zapowiedz rozpoczecia procedury impeachmentu Jelcyna. Ludzie zgromadzeni w parlamencie chcieli powrotu do ZSRR w polityce gospodarczej, socjalnej oraz - choc tego nie mowili glosno - odbudowy imperium. Wiekszosc Rosjan byla gotowa to poprzec, bo po prostu nie chcialo im sie pracowac, tak jak im sie zreszta nie chce do dzisiaj. Tymczasem Jelcyn, wyprowadzajac czolgi przeciwko puczystom, powstrzymal wybuch nowej wojny domowej.
I dzisiaj tego sie nie docenia?
- Owczesna wiekszosc, ktora w 1993 r. siedziala cicho, teraz wychodzi z cienia. To ona zaglosowala na Putina w wyborach prezydenckich 2000 r., to ona wybrala kilka miesiecy wczesniej Dume, w ktorej zdecydowana wiekszosc ma lewica. Nie mowie, ze taki jest Putin, ale jego przecietny zwolennik chce powrotu do ZSRR, skonczenia z reformami, odbudowy imperium i takiej stabilnosci jak kiedys. Demokraci zostali pokonani przez demokracje. Decyzja, w ktora strone ma isc Rosja - na Wschod czy na Zachod - podejmowana jest demokratycznie w kazdych wyborach. Na razie opcja prozachodnia zdecydowanie przegrywa.
Jak by sie rozwijala Rosja, gdyby Jelcyn nie odwazyl sie dokonac ataku na zbuntowany parlament dziesiec lat temu?
- Obroncy Bialego Domu twierdza, ze ich celem bylo powtorzenie chinskiego cudu gospodarczego, czyli bardzo stopniowe przechodzenie od gospodarki centralnie planowanej do wolnorynkowej. Moim zdaniem to bzdura. Skonczyloby sie na tym, ze predzej czy pozniej mielibysmy drugi plac Tiananmen, tylko byc moze znacznie bardziej krwawy. Moim zdaniem bylby to koniec marzen o wolnosci i zblizeniu z Zachodem. Nieliczni zwolennicy demokracji i reform zgineliby, czesc zdolalaby wyemigrowac. Wladze nowego panstwa prowadzilyby na pewno bardziej ostra polityke wobec Ukrainy, probowaly silniej wciagnac ja w orbite Rosji. Byc moze chcieliby odebrac Ukraincom Krym, i to przy uzyciu broni. W obronie panstw baltyckich pewnie stanalby Zachod, ale Rosja pod przywodztwem puczystow bylaby malo przyjaznym panstwem dla swoich sasiadow, w tym Polski. Niewykluczone, ze z czasem moglaby sie przeksztalcic w druga Koree Polnocna, tylko bardziej niebezpieczna, bo mamy wiecej rakiet.
Ludzie, ktorzy rwali sie do wladzy w 1993 r., byli calkowicie nieodpowiedzialni. Wiceprezydent Aleksander Ruckoj probowal wydac rozkaz zbombardowania Kremla, gdzie rezydowal Jelcyn. Potem poprosil o pomoc faszystowskie bojowki Barkaszowa. Czy takiemu czlowiekowi mozna bylo dac wladze w panstwie z bronia jadrowa?
Ruckoj byl jakis czas po puczu gubernatorem obwodu kurskiego, Chasbulatow probowal wysunac swoja kandydature na prezydenta Czeczenii, przy czym caly czas zapewnia, ze zawsze byl, jest i bedzie demokrata. Wsrod aktywnych politykow jest sporo bylych obroncow Bialego Domu sprzed dziesieciu lat...
- To pelzajaca restauracja. Oczywiscie nie da sie odbudowac ZSRR, potegi imperium, ideologii, ale mozna probowac odbudowywac pewna psychologie, sposob myslenia. Spojrzmy na hasla wzywajace do walki z oligarchami, jak kiedys z kulactwem, zamykanie niezaleznych kanalow telewizyjnych, szpiegomanie, ktorej wciaz wierne sa nasze sluzby specjalne, przywrocenie melodii hymnu ZSRR jako hymnu Rosji. To niby zewnetrzne gesty, ale bardzo duzo mowia o probach odbudowy utraconej wielkosci. Oczywiscie ludzie na Kremlu zdaja sobie sprawe z idiotyzmu tych hasel, ale z drugiej strony musza sie liczyc z tym, ze sa one bardzo nosne w spoleczenstwie. Nastroje lewicowe - i to w zlym, bolszewickim znaczeniu - dobrowolne zrzeczenie sie wolnosci, kultura niewolnicza zamiast spoleczenstwa obywatelskiego sa znow popularne i wynosza w gore roznych nieciekawych ludzi. Kolejnym objawem choroby jest wysoka popularnosc Putina utrzymujaca sie na poziomie 70 proc. Jednoczesnie wiekszosc deklaruje, ze jest przeciwko najwazniejszym elementom jego programu, ktore przynajmniej w deklaracjach nie sa takie zle.
W 1993 r. Rosja miala rzeczywiscie szanse zerwania z przeszloscia komunistyczna i wstapic na te sama droge co panstwa Europy Srodkowo-Wschodniej. Udalo sie to tylko polowicznie.
Co Pani robila w te dni?
- Wszyscy demokraci spotkali sie 3 pazdziernika na placu Czerwonym, do czego wezwal nas przez radio ojciec Gleb Jakunin. Mielismy robic posiedzenie naszego klubu [partii Demokratyczny Zwiazek Rosj - red.], ale uznalismy, ze bardziej przydamy sie na ulicy. Chcielismy otoczyc Kreml, zeby bronic Jelcyna, ale zabraklo ludzi. Wybralismy wiec siedzibe wladz Moskwy, ktora byla latwiejsza do opanowania. To mial byc nasz punkt dowodzenia, lacznosci i barykada. Zwiazek Demokratyczny odpowiadal za pierwsza linie obrony. Nie opuszczalismy placowki, dopoki do miasta nie wjechaly czolgi i dopoki 4 pazdziernika nie aresztowano wszystkich puczystow. Ja schodzilam z placowki tylko na chwile, zeby powiedziec kilka slow w Radiu Echo Moskwy.
Czy od poczatku byliscie swiadomi stawki?
- Od samego poczatku. Moja partia miala wowczas najbardziej radykalne poglady na calej scenie politycznej. Od lata namawialismy Jelcyna, zeby rozpedzil parlament i skonczyl z wladza radziecka. Nikt inny nie smial sie na to odwazyc. W koncu Jelcyn podpisal 21 wrzesnia slynny dekret nr 1400 rozwiazujacy Rade Najwyzsza i nakazujacy deputowanym opuscic budynek. Moge z duma powiedziec, ze bylismy wspolautorami dekretu. Od razu oglosilismy, ze chcemy bronic Jelcyna z bronia w reku. Rozumielismy, ze te konfrontacje mozna skonczyc tylko sila. Albo my ich, albo oni nas. Innego wyjscia nie bylo.
W walkach kolo parlamentu i w samym parlamencie zginelo 156 osob...
- Dzieki Bogu, ze tylko tyle. Moglo byc znacznie gorzej. Gdyby walki przeniosly sie do innych miast, ofiar bylyby tysiace albo dziesiatki tysiecy. Wine za tak dramatyczny przebieg wydarzen czesciowo ponosi szereg zaniechan w 1991 r., gdy bylo wieksze przyzwolenie spoleczne dla zmian i poparcie dla demokratow. W 1991 r. byly sily, ale nie bylo woli. W 1993 r. Jelcyn wreszcie zrozumial, ze inaczej sie nie da, ale mial mniej sil.
Bardzo szybko dla uczestnikow puczu ogloszono amnestie.
- Amnestia powinna objac tylko tych, ktorzy przyznali, ze pucz byl bledem. Ale wiekszosc wychodzacych z wiezien opuszczala je z podniesiona glowa, byli dumni z tego, co zrobili. Tymczasem z powodu puczystow zginelo ponad 150 niewinnych, przypadkowych osob. Nie zapomne, ze przez caly czas oblezenia Bialego Domu Ruckoj i Chasbulatow siedzieli w ukryciu w kamizelkach kuloodpornych. Poslali ludzi na smierc, a sami poddali sie przy pierwszej okazji. Gdyby przywodcy puczu mieli odrobine honoru, to przynajmniej powinni odebrac sobie zycie. Dzisiaj normalnie funkcjonuja, nie maja sobie nic do zarzucenia, Chasbulatow uwaza sie nawet za demokrate, przy okazji roznych imprez rzuca mi sie na szyje, ze niby nic nas dzisiaj nie dzieli. Taka jest wspolczesna Rosja. Ludzie nie maja zadnej moralnosci, wladza nie przestrzega zadnych standardow, nie ma zadnych obowiazkow, sumienia...
Czy Jelcyn mial watpliwosci przed wydaniem rozkazu szturmu na Bialy Dom?
- Mase. Po raz pierwszy chcial rozwiazac parlament jeszcze w marcu, ale zawahal sie. Tymczasem w Rosji tak nie mozna. Kazde wahanie, dobroc i wielkodusznosc sa przyjmowane za slabosc.
Jak obecne wladze odniosa sie do dziesiatej rocznicy puczu?
- Najpewniej nijak. W obecnej elicie jest sporo ludzi myslacych jak puczysci w 1993 roku. Nie chca wszystkiego rozdac biednym, ale jednoczesnie nienawidza demokracji w stylu zachodnim, bo jesli ona zapanuje, to straca miejsca w polityce. Rocznice puczu beda wiec swietowac tylko demokraci. Moim zdaniem 5 pazdziernika powinien byc swietem demokracji rosyjskiej.
Prezydent bedzie cos jednak musial powiedziec w rocznice. Od tragicznych wydarzen minelo dziesiec lat...
- Putin znakomicie potrafi uchylac sie od podobnych obowiazkow i zajmowania wyraznego stanowiska. Moze powie, ze spoleczenstwu potrzebny jest konsensus, zgoda i jednosc. Demokraci sa dzis w zdecydowanej mniejszosci. Krajowi nie grozi powtorka sprzed dziesieciu lat.
/ 2003-10-01 / źródło: www.gazeta.pl, rozmawiał: Marcin Wojciechowski